niedziela, 8 sierpnia 2010

No nie wiem....

Tak.Nie wiem.Nie wiem czego?Eh...

Niedzielny wieczór - wczesny. Jeszcze nie pada. Choć pewnie jutro będzie lało,a może zacznie jeszcze w nocy. Nie,to nie pesymizm. To realizm. Od powrotu z Krety niewiele było dni bez deszczu. Ale to przecież normalne w Glasgow. Nieistotne już,że moja ciężko wypracowana przez trzy miesiące opalenizna przepada z każdym dniem....nie,nie ma mowy,żebym pobrała taką z butelki...nawet o niej nie wspominajcie. Nadejdzie na nią czas razem z utlenionym blondem i 20cm obcasami. I to zapewne będzie ostatni dzień mojego życia,bo automatycznie przy takim wyglądzie trafi mnie szlag....
Wrócmy do niedzieli...niezwykle przyjemny 'sunday roast' nam się dzis przytrafił. Łakomstwo stłumiło resztki rozumu,ślina zalała ośrodki myslenia i niedzielne cudo nie zostało uwiecznione...ale było udane,muszę przyznać. Co prawda, nie znam Bryta,który w niedzielę wsuwałby kurze nogi (swoją drogą to najlepsze,co kura może nam zaofiarować - gdyby chciała oczywiście robić to dobrowolnie; zapomnijcie o mdłej piersi! Nogi,nogi,nogi,proszę państwa to właściwy wybór!) marynowane w soku z limonki (skóry też), świeżym imbirze,czosnku,miodzie,pikantnych papryczkach - zwanych 'bird eye'(dwie wystarczą  na cztery kurze nogi,chyba,że wolicie pikantniej),sporej ilości soli i świeżo zmielonym czarnym pieprzu. Cała ta radosna impreza marynowała się kilka dni. Operacja 'roast' rozpoczyna się na pokrojeniu w 'ósemki' kilku ziemniaków zdatnych do zapiekania(można i młode jak kto woli...). Odrobinę oliwy,sól,pieprz i zioło jakoweś - tymianek i rozmaryn towarzyszyły nam dziś,rozmarym to w przypadku ziemniaka zawsze dobry wybór. Wymieszać i rozłożyć przyjaźnie na blachę(najlepiej z wyższym brzegiem). Naszym ziemniakom towarzyszyła koleżanka dyniowata przez tubylców zwana butternut squash (Dynia piżmowa (Cucurbita moschata Duch.)). Miło się skarmelizowała. Towarzystwo powędrowało do bardzo gorącego piekarnika,a po 15 minutach dołączyły do skwierczenia niedzielnego wyżej wspomniane zamarynowane kurze nogi. Radosna ta orgia trwała około 50 minut(wytrwale nogami trzeba obracać,żeby im się nie nudziło,a ostatnie 10 minut polecam skórą do góry...) Dziwnie przypomina mi to moje zabiegi opalania na Krecie....cóż każde doświadczenie trzeba w życiu wykorzystać....
Zapach powalający...widok powalający...smak....pozostało po nim wspomnienie przyjemnie spędzonego niedzielnego popołudnia....

3 komentarze:

  1. Niedzielna uczta wspaniała, szkoda że nie udało się zrobić żadnej fotki kurzym nogom otoczonym ziemniakami i dynią - za szybko jednak znikały z talerzy :) Następnym razem spróbuję powstrzymać szalejące kubki smakowe na tyle długo, by udało się zrobić zdjęcie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Calkiem smakowity pomysl, mowisz o udkach?
    My robimy skrzydelka w sosie sojowym + miod + czosnek i tez lubimy je obracac ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. no nie wiem to uroczy tytul; ale ja mdla piers wybieram...

    OdpowiedzUsuń