piątek, 15 października 2010

For reasons unknown...

Hm… co ja mogę poradzić na to, że ulepiona jestem ze smutnej gliny? Jest tak od kiedy pamiętam… Tak, jakbym tkwiła w cieniu. Nieustannie w chłodzie własnych myśli. Jeden z moich znajomych powiedział kiedyś, że jestem „horrendalnie intelektualna” (po angielsku to powiedział i brzmiało to bardzo poważnie, niemal jak nazwa jakiejś nieuleczalnej choroby) i to powoduje, że jestem smutna. Cóż, trudno mi się nie zgodzić z nim. Bardzo rzadko podejmuję decyzje pod wpływem emocji… czasami mam nawet wrażenie, że moje emocje obumarły, a może wcale ich nie miałam albo wyparłam je z siebie pod wpływem różnych wydarzeń. Czy więc smutek, o którym tu opowiadam jest blizną po innych emocjach? Czy może totalna irracjonalność smutku nie daje się wyplenić przez mój racjonalizm? Nie wiem sama… Tkwi we mnie jeszcze tęsknota… za czym? Może za tym kim nie jestem i nie będę. Za tym, żeby całokształt tej rzeczywistości w której tkwię okazał się być tylko snem, który śnię już za długo, ale kiedyś w końcu się obudzę… Taki surrealistyczny obraz kiedyś przesunął się przed moimi oczami: budzę się ze snu i jestem starszym panem na łożu śmierci, który odzyskał na chwilę przytomność po prześnieniu dziwnego snu o byciu sobie jakąś Patrycją, umiera moment po przebudzeniu nadal  oszołomiony snem i przebudzeniem.

Nieustannie czytam Pessoę… a właściwie otwieram go w momentach potrzebnych… w momentach takich jak ten… kiedy czuję się wyjątkowo zagubiona w cieniu… i Pessoa odpowiada…

[48]
To understand, I destroyed myself. To understand is to forget about loving. I know nothing more simultaneously false and telling than the statement by Leonardo da Vinci that we cannot love or hate something until we’ve understood it.
Solitude devastates me; company oppresses me. The presence of another person derails my thoughts; I dream of the other’s presence with a strange absent-mindedness that no amount of my analytical scrutiny can define.

[127]
I only regretting not being a child, since then I could believe in my dreams, and not being a madman, since then I could keep everyone around me from getting close to my soul.....

Cóż, jak zwykle Fernando pisze za mnie...

Może dla poprawienia nastroju Wam Moi Drodzy Czytelnicy, polecę przepis z książki kucharskiej Zygmunta Freuda  [Elma books, Wawa 1999]. Przepis na :
Lukier Spełnienia Marzeń
Połącz w rondelku wodę (ile chcesz, kwaterka wystarczy na jeden tort) z  taką samą ilością cukru, łyżką mąki kartoflanej i szczyptą soli. Gotuj, delikatnie mieszając, póki nie zgęstnieje. Ostudź. W górnym naczyniu podwójnego Bleulera rozpuść czekoladę (ile chcesz, 15 deko wystarczy na jeden tort) z mocną kawą (w proporcji  1 łyżka kawy na 3 deko czekolady). Nalej szklaneczkę rumu i dodaj połowę do czekolady. Popijając małymi łyczkami drugą połowę rumu, mieszaj czekoladę z ostudzonym syropem. Kiedy całkiem wystygnie, wmieszaj 1/3 kwaterki bitej śmietany. Mieszaj, dopóki polewa nie rozprowadzi się gładko, a tobie będzie lekko po rumie.

1 komentarz:

  1. Smutnego glinę jestem sobie w stanie wyobrazić, ale jak wygląda smutna glina?
    A jeśli chodzi o przepisy, to ja bym dodał jeszcze jeden, taki rozweselający.
    1. Butelka dobrego wina
    2. Odrobina dobrej kompanii (może być nawet większa odrobina)
    3. Film - najpierw jakiś wspaniały, w stylu "Ucieczki z kina Wolność", "Mistrza i Małgorzaty", lub "Jasminum", a później coś zwariowanego: bracia Marx, siostry Engels...
    4. No i coś grającego - do wyboru, do koloru.
    Składniki należy dodawać, mieszać, nie bacząc zupełnie na zasadę primum non miscere...

    OdpowiedzUsuń